-Cześć -usiadłam obok chłopaka o kolorze włosów ciemnego blondu i niebieskich oczach. Był ubrany w szarą koszulkę, czarne rurki i również czarne vansy, a w ręce trzymał szklankę z mojito.
-Hej -uśmiechnął się -Mat jestem -podał mi dłoń
-Avril -uścisnęłam ją i oparłam się o oparcie sofy
-Miła impreza, nie tak dużo ludzi, wszyscy znajomi. Świetne towarzystwo -wziął łyk trunku
-Najlepsze imprezy u Satiany -teatralnie wskazałam ręką na dziewczynę która rozmawiała ze swoim chłopakiem -ale szczerze, to Cię nie kojarzę.
-Nie mieszkałem tu, ale szybko się zadomowiłem.
-Sam przyjechałeś?
-Nie, rodzice kupili tu jakąś firmę czy coś, nie interesuję mnie to.
-A, dorabiasz gdzieś?
-No -zawahał się -można powiedzieć, ale lepiej o tym nie rozmawiać.
-Jasne -wzięłam łyk alkoholu w szklance. Wstałam z kanapy i podeszłam do Satiany. Złapałam ją za ramię, i odwróciłam w swoją stronę.
-To jakiś kryminalista? -kątem oka spojrzałam na chłopaka z którym rozmawiałam chwilę temu
-Nie wiem, ale Ty jesteś kryminalistką więc chyba powinnaś wiedzieć jak oni się zachowują -mruknęła i wróciła do tańczenia z innymi ludźmi. Impreza zaczęła się rozkręcać, alkohol lał się strumieniem. Wszyscy byli znieczuleni, zabawni i beztroscy. Resztkami czystego umysłu zadzwoniłam po taksówkę. Wsiadłam do wściekle żółtego samochodu i ze śmiechem trzasnęłam drzwiami. Kierowca popatrzył na mnie ze zdumioną miną i odpalił wóz.
-Jesteśmy -zatrzymał samochód
-Ach tak -rozglądnęłam się po ulicy -proszę -dałam mu do ręki banknot i wysiadłam. Chwiejnym krokiem doszłam do furtki i wcisnęłam pięciocyfrowy kod. Pchnęłam ją i kopnęłam butem żeby się zamknęła. Głośno zapukałam do drzwi i zaraz stanął przed nimi mój ojciec. Miał nietęgą miną na co ja wybuchłam jeszcze głośniejszym śmiechem.
-Co Ty wyrabiasz? -krzyknął gdy ściągałam buty
-Ale co? -udałam niewiniątko
-Avril... -mama weszła do przedpokoju i popatrzyła na mnie ze złością gdy całkiem zalana mocowałam się z obuwiem
-Dajcie spokój, idę spać, adios -weszłam na czworaka po schodach i skierowałam się do swojego pokoju. W pełnym ubraniu, położyłam się na łóżku i odpłynęłam w krainę Morfeusza.
-Kurwa -mruknęłam i z kłującym bólem głowy sięgnęłam po wodę postawioną na stoliku nocnym. Napiłam się parę łyków, i od razu przyniosło mi to ulgę. Z grymasem na twarzy zaczęłam przeszukiwać szafę w celu znalezienia czegoś do ubrania. Wyciągnęłam ubrania, i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic, i odkręciłam zimną wodę. Pozwoliłam krystalicznie zimnym kroplom spływać po moim ciele. Przyniosło to niesamowite orzeźwienie. Wyszłam z kabiny i założyłam czyste ubrania /klik/, zrobiłam mocny makijaż i rozczesałam długie, włosy. Zeszłam na parter domu, i zastałam rodzinę jedzącą śniadanie.
-Hej -mruknęłam -dzięki że mnie nie budziliście na śniadanie -spojrzałam na zegarek który wskazywał 12.
-Powinniśmy -rzuciła twardo moja matka
-No dobra, przesadziłam wczoraj trochę -wzięłam kromkę chleba i posmarowałam nutellą -ale nie przesadzajmy, jestem dorosła.
-Avril, ale co z tego że jesteś dorosła. Dorośli ludzie się tak nie upijają -ojciec pokręcił głową z niedowierzaniem
-Jest tyle przypadków że trzeba wypłukiwać alkohol z organizmu młodzieżowy, bo są tak nie odpowiedzialni. Nie chciałabym żeby przywieźli Ciebie na izbę w takim stanie -mama podała mi kubek z kawą
-Mamo nie zaczynaj tego tematu, Wy wszędzie widzicie tylko swoją pracę! Weźcie się ogarnijcie, bo interesuję Was tylko to! Z Tobą mamo można gadać tylko o tym co należy do działu medycyny, a z Tobą tatą o tym co należy do działu prawa! Ileż można tego słuchać! -wybuchłam i wzięłam posiłek do swojego pokoju. Położyłam talerz na białej pościeli leżącej na łóżku i wzięłam laptopa. Włączyłam Twittera, i zaczęłam pisać z przyjaciółmi oraz jeść kanapki. Po trzech godzinach nic nie robienia zeszłam na dół skąd unosił się zapach świeżo pieczonych babeczek. Weszłam do kuchni i wzięłam czekoladową muffinkę.
-Avril, masz rację co do tego -podeszli do mnie rodzice gdy mocowałam się ze ściągnięciem foremki do babeczek
-Wiem, ale nie mam zamiaru Was nawracać -zielony papier włożyłam do kosza na śmieci i wzięłam kęs wypieku
-Co z Twoim samochodem?
-Jadę po niego.
-To chodź, muszę jechać po papiery do kliniki to Cię podwiozę.
-Okej -wzięłam kluczyki i wsiadłam do metalicznego Audi A7. Usiadłam na miejscu pasażera i czekałam na moją mamę. Po chwili pojawiła się przy samochodzie i odpaliła silnik. W ciszy wyjechała z podjazdu i wjechała na drogę główną.
-U Satiany? -bardziej stwierdziła niż spytała
-Ta -mruknęłam patrząc na migające krajobrazy za oknem
-Czy Wam się to kiedyś znudzi -zatrzymała się na światłach
-O co Ci chodzi?
-O wieczne imprezy, co tydzień balujecie a Ty co dwa przychodzisz całkowicie zalana.
-Skończmy ten temat. Masz jakąś operację dzisiaj?
-Jeśli nic nagłego nie wystąpi to nie. A co, wybierasz się może gdzieś.
-No tak, ale to tylko na chwilę.
-Avril, nie.
-Mamo, muszę. Na góra godzinę. -zrobiłam maślane oczka -Dlaczego tu przyjechałyśmy? -popatrzyłam ze skrzywieniem na klinikę mojej mamy
-Po papiery -wysiadła z samochodu i popatrzyła na mnie -chodź, pomożesz mi je wziąć -niechętnie wysiadłam z samochodu i poszłam wraz z matką w kierunku drzwi wejściowych. Pchnęłam duże, szklane drzwi z napisem 'wejście' i skierowałyśmy się w stronę gabinetu. Wszyscy kłaniali nam się po drodze, na co ja posyłałam im ciepły uśmiech. Z radością weszłyśmy do dużego pomieszczenia i zaczęłyśmy zbierać papiery.
-Te też? -wskazałam na stertę leżących dokumentów na biurku
-Nie, te nie.
-Dzień dobry -ktoś zapukał do drzwi i wystawił przez nie głowę -można?
-Proszę bardzo -moja matka uśmiechnęła się a do jej gabinetu weszła brunetka, o delikatnym makijażu, ciemnych oczach, i ubrana w biały kitel.
-Pacjent z 12, skarży się na bóle brzucha, a że ja nie jestem chirurgiem to nie wiem do końca co to może być. Biorę pod uwagę tętniaka.
-A nie ma wolnych chirurgów?
-Nie ma, operują. Dwie planowe operację, i jedna nagły przypadek.
-A no to już idę. A Ty -popatrzyła na mnie surowo -poczekaj tu, i może ułożyć te papiery chronologicznie. -wskazała na starte białych kartek i wraz z lekarką wyszła z pomieszczenia. Usiadłam na białym, skórzanym fotelu i obkręciłam się parę razy wokół własnej osi. Otworzyłam leżącego laptopa na stole i wpisałam hasło. Weszłam na Twittera i zaczęłam przeglądać tweety znajomych. Odpisałam na parę i włączyłam muzykę. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę -mruknęłam i w drzwiach pojawiła się rudowłosa kobieta, w niebieskim stroju do operacji -dzień dobry.
-Dzień dobry, jest Lucy?
-Nie ma, poszła na konsultację. Pewnie będzie za chwilę. Poczeka pani?
-Tak, poczekam -usiadła na czerwonym fotelu w kącie pomieszczenia. -Ty to pewnie Avril?
-Tak. A pani?
-Eva, chirurg.
-Ciężka operacja?
-Dosyć, nagły przypadek. Wezwali mnie do kliniki z domu, miałam wolne dzisiaj. No ale cóż taki urok zawodu -uśmiechnęła się cierpko i biło od niej zmęczenie
-O Eva -mama weszła do pomieszczenia
-Cześć Lucy, Ty masz może dokumentację tego pacjenta z 19? Operowałam go teraz i chce od razu wszystko wypełnić.
-Tak, chyba tak -zaczęła szukać czegoś w stosie rzeczy -o proszę -podała jej niebieską teczkę.
-Dziękuje, a słyszałam że byłaś na konsultacji, coś poważnego?
-Nie, póki co nie. Ale mają mnie wzywać gdyby coś. A Ciebie z urlopu zerwali?
-Już drugi raz pod rząd, nie umieją sobie tu beze mnie poradzić.
-Do domu marsz!
-Tak jest pani dyrektor -kobiety zaśmiały się i ruda chirurg opuściła pomieszczenie.
-Idziemy mamo? -stanęłam obok drzwi wyjściowych -mam dość jak na dzisiaj.
-Tak, weź to -podała mi parę teczek i wyszłyśmy. Zamknęła drzwi i skierowałyśmy się w stronę auta.
-To ja wezmę swój samochód i załatwię swoją sprawę, i migiem wracam do domu, dobrze? -popatrzyłam z nadzieją w oczach na matkę
-Góra godzina.
-Tak jest -podwiozła mnie pod dom Satiany i wsiadłam do swojego samochodu. Poczekałam chwilę aż odjedzie i pojechałam w stronę bazy. Obróciłam się parę razy za siebie, patrząc czy nikt mnie nie obserwuję. Nikogo nie było. Weszłam do dużego budynku i skierowałam się w stronę biura szefowej.
-Avril, już myślałam że nie przyjedziesz. To on -podała mi fotografię chłopaka. Mat, zaraz będę musiała walczyć z tym przystojniakiem, to żart -będzie w okolicy za jakieś 20 minut.
-Dobra, idę się przebrać -popędziłam w stronę szatni i wyjęłam czarny obcisły strój. Założyłam go na siebie, a fotografię położyłam w szafce. Wyszłam na dwór, i stanęłam czekając na broń.
-O Avril, proszę -wysoki mężczyzna podał mi rewolwer
-Hej Britany -wzięłam do ręki pistolet i uśmiechnęłam się do przyjaciela
-Lubisz ryzyko?
-Jest ryzyko, jest zabawa -zaśmiałam się głośno.
piątek, 11 kwietnia 2014
środa, 2 kwietnia 2014
Rozdział I
-Co robisz jutro po szkole? -siedziała obok mnie dziewczyna o imieniu Satiana z błękitnymi oczami
-Zlecenie -zapaliłam papierosa
-Rodzinka wie?
-Coś Ty, matka cały czas w tej swojej klinice, ojciec cały czas w kancelarii, mam spokój totalny -strzepnęłam część wypalonego papierosa na trawę
-A co zrobisz jak się dowiedzą?
-O niczym się nie dowiedzą -zaśmiałam się pod nosem -niby skąd?
-A co z kasą?
-Oni mi dają kasę co chwilę i myślą że stąd ją mam. Dobra idę, obiecałam im że przyjdę na rodzinną kolację, dziadki od strony matki mają przyjechać -skrzywiłam się -będzie krzyk jak nie przyjdę -zaśmiałam się sama do siebie na wspomnienie ostatniej takiej akcji. Skierowałam się do wyjścia z parku i podążyłam w stronę domu. Otworzyłam duże drzwi zrobionego z białego szkła, i weszłam na biały przestronny korytarz.
-Avril -mama ubrana w czarną klasyczną sukienkę sięgającą przed kolana podbiegła do mnie
-Co jest ?-mruknęłam i ściągnęłam białe conversy
-Przyjechali już, a Ciebie nie ma -przybliżyła się do mnie -paliłaś -rzuciła twardo
-Nie rób z tego powodu problemu, mam 19 lat.
-Nawet 19 -latkowie chorują na raka płuc, przebieraj się i chodź. -wróciła do salonu. Weszłam po drewnianych schodach i otworzyłam pierwsze drzwi po prawej. Był to mój pokój. Pomieszczenie urządzone było w kolorze bieli, czerni i szarości. Na ścianach były białe cegły, na podłodze również biały dywan, meble były w kolorze białego, a dodatki czarne i szare. Na jednej ścianie rozpościerało się wielkie okno od samego dołu ściany do sufitu. Podeszłam do szafy i przesunęłam jedną część szafy. Wybrałam ciuchy i weszłam do swojej łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmywający ze mnie zapach papierosów i ubrałam się /klik/. Zrobiłam dosyć mocny makijaż i wyszłam ze swojego pokoju. Pchnęłam duże drzwi prowadzące z korytarza do wielkiego pomieszczenia gdzie znajdowała się kuchnia, jadalnie i salon i pewnym krokiem zaczęłam iść w stronę dochodzących głosów. Stanęłam przy ścianie części jadalni i odchrząknęłam. Banda snobów -mruknęłam pod nosem gdy cała rodzina, oprócz moich młodszych sióstr starała się pokazać co wie na dany temat.
-Dzień dobry! -podniosłam teatralnie ręce do góry i usiadłam na wolnym krześle obok Aleks.
-Witaj -dziadkowie uśmiechnęli się i powrócili do zawziętej rozmowy z moimi rodzicami.
-Jest coś do jedzenia? -zmarszczyłam brwi i spojrzałam na stół na którym znajdowało się wino, pięć kieliszków, dwie szklanki moich sióstr, parę soków, owoce i różne przekąski przed daniem głównym.
-Jeszcze nie -Aleks wzięła łyk soku
-Wino? -wzięłam do ręki butelkę -nic lepszego się nie dało -zaczęłam po raz kolejny narzekać na gust alkoholowy moich rodziców -Jack Daniels mógłby być, a nie jak zwykle czerwone wino -odłożyłam butelkę z niechęcią i do małego kieliszka nalałam sobie soku
-Avril -ojciec popatrzył z niesmakiem na małe naczynie napełnione sokiem
-No co? -zmarszczyłam czoło i upiłam łyka
-To nie jest kulturalnie.
-Kulturalnie to nie jest czekać tyle na jedzenie -odgryzłam się na co ojciec pokręcił głową z niedowierzaniem. Po chwili rodzice przynieśli jedzenie, był to homar, wszyscy nałożyli sobie po trochę wszystkich sałatek, ryby, pieczonych jabłek, ziemniaków z koperkiem. Kolacja minęła błyskawicznie, w dosyć przyjemnej atmosferze jak na takich nudziarzy, i ludzi którzy tylko i wyłącznie zajmują się medycyną, a wyjątkiem jest mój ojciec który jest prawnikiem.
-Avril -moja babcia, kardiolog upiła łyk wina -drogie dziecko, wyjeżdżasz stąd?
-Tallahassee to jest piękne miejsce, ale jednak może uda mi się studiować w Kalifornii -mruknęłam od niechcenia ale w głębi duszy uwielbiałam mówić o moich planach na przyszłość, chodź wiązały się one również z medycyną więc mogło to nie być ciekawe jak dla mojej rodziny.
-A co?
-Medycynę, a co by innego -zaśmiałam się
-To kocha cała nasza rodzina -dziadek posłał mi uśmiech -no przepraszam, nie całą -popatrzył z uśmiechem na mojego ojca
-Dziecko a jaka specjalizacja?
-Hohoho wychodzicie za bardzo w przyszłość -klasnęłam dłońmi
-Ale w stronę chirurga tak jak Twoja mama czy jak my -kardiolodzy? Może kardiochirurgia?
-Nie wiem, coś z chirurgią, ale dokładnie co to zobaczę na studiach, za dużo chcecie wiedzieć -wstałam od stołu -przepraszam ale jestem umówiona -pożegnałam się z rodziną i biegiem popędziłam do swojego pokoju. Ściągnęłam z siebie eleganckie ubrania i ubrałam mniej formalne /klik/. Wzięłam kluczyki do swojego czarnego Land Rovera i szybko wyjechałam z podjazdu do domu. Jechałam słuchając różnych piosenek które leciały w radiu i podśpiewując sobie niezbyt umiejętnie każdą z nich. Zaparkowałam samochód na kraju ulicy, stawiając go za białym Mercedesem. Zadzwoniłam domofonem i pchnęłam furtkę. Przeszłam ścieżką zrobioną z powtapianych kamieni. Weszłam po paru drewnianych schodkach i otworzyła mi drzwi Satiana.
-Hej -weszłam do domu gdzie rozbrzmiewała głośna muzyka
-Cześć Av, myślałam że nie przyjdziesz -weszłyśmy do wnętrza domu gdzie nasi znajomi pili drinki, albo co nie którzy poruszali się w rytm muzyki
-To jakiś nowy? -wskazałam na siedzącego tyłem chłopaka
-To ten przystojny chłopak, o którym Ci mówiłam. Zna się ze wszystkimi tutaj. -zrobiła mi mojito -proszę.
-Dzięki. Idę się z nim poznać -wzięłam łyk trunku i skierowałam się w stronę ciemnej kanapy.
-Zlecenie -zapaliłam papierosa
-Rodzinka wie?
-Coś Ty, matka cały czas w tej swojej klinice, ojciec cały czas w kancelarii, mam spokój totalny -strzepnęłam część wypalonego papierosa na trawę
-A co zrobisz jak się dowiedzą?
-O niczym się nie dowiedzą -zaśmiałam się pod nosem -niby skąd?
-A co z kasą?
-Oni mi dają kasę co chwilę i myślą że stąd ją mam. Dobra idę, obiecałam im że przyjdę na rodzinną kolację, dziadki od strony matki mają przyjechać -skrzywiłam się -będzie krzyk jak nie przyjdę -zaśmiałam się sama do siebie na wspomnienie ostatniej takiej akcji. Skierowałam się do wyjścia z parku i podążyłam w stronę domu. Otworzyłam duże drzwi zrobionego z białego szkła, i weszłam na biały przestronny korytarz.
-Avril -mama ubrana w czarną klasyczną sukienkę sięgającą przed kolana podbiegła do mnie
-Co jest ?-mruknęłam i ściągnęłam białe conversy
-Przyjechali już, a Ciebie nie ma -przybliżyła się do mnie -paliłaś -rzuciła twardo
-Nie rób z tego powodu problemu, mam 19 lat.
-Nawet 19 -latkowie chorują na raka płuc, przebieraj się i chodź. -wróciła do salonu. Weszłam po drewnianych schodach i otworzyłam pierwsze drzwi po prawej. Był to mój pokój. Pomieszczenie urządzone było w kolorze bieli, czerni i szarości. Na ścianach były białe cegły, na podłodze również biały dywan, meble były w kolorze białego, a dodatki czarne i szare. Na jednej ścianie rozpościerało się wielkie okno od samego dołu ściany do sufitu. Podeszłam do szafy i przesunęłam jedną część szafy. Wybrałam ciuchy i weszłam do swojej łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmywający ze mnie zapach papierosów i ubrałam się /klik/. Zrobiłam dosyć mocny makijaż i wyszłam ze swojego pokoju. Pchnęłam duże drzwi prowadzące z korytarza do wielkiego pomieszczenia gdzie znajdowała się kuchnia, jadalnie i salon i pewnym krokiem zaczęłam iść w stronę dochodzących głosów. Stanęłam przy ścianie części jadalni i odchrząknęłam. Banda snobów -mruknęłam pod nosem gdy cała rodzina, oprócz moich młodszych sióstr starała się pokazać co wie na dany temat.
-Dzień dobry! -podniosłam teatralnie ręce do góry i usiadłam na wolnym krześle obok Aleks.
-Witaj -dziadkowie uśmiechnęli się i powrócili do zawziętej rozmowy z moimi rodzicami.
-Jest coś do jedzenia? -zmarszczyłam brwi i spojrzałam na stół na którym znajdowało się wino, pięć kieliszków, dwie szklanki moich sióstr, parę soków, owoce i różne przekąski przed daniem głównym.
-Jeszcze nie -Aleks wzięła łyk soku
-Wino? -wzięłam do ręki butelkę -nic lepszego się nie dało -zaczęłam po raz kolejny narzekać na gust alkoholowy moich rodziców -Jack Daniels mógłby być, a nie jak zwykle czerwone wino -odłożyłam butelkę z niechęcią i do małego kieliszka nalałam sobie soku
-Avril -ojciec popatrzył z niesmakiem na małe naczynie napełnione sokiem
-No co? -zmarszczyłam czoło i upiłam łyka
-To nie jest kulturalnie.
-Kulturalnie to nie jest czekać tyle na jedzenie -odgryzłam się na co ojciec pokręcił głową z niedowierzaniem. Po chwili rodzice przynieśli jedzenie, był to homar, wszyscy nałożyli sobie po trochę wszystkich sałatek, ryby, pieczonych jabłek, ziemniaków z koperkiem. Kolacja minęła błyskawicznie, w dosyć przyjemnej atmosferze jak na takich nudziarzy, i ludzi którzy tylko i wyłącznie zajmują się medycyną, a wyjątkiem jest mój ojciec który jest prawnikiem.
-Avril -moja babcia, kardiolog upiła łyk wina -drogie dziecko, wyjeżdżasz stąd?
-Tallahassee to jest piękne miejsce, ale jednak może uda mi się studiować w Kalifornii -mruknęłam od niechcenia ale w głębi duszy uwielbiałam mówić o moich planach na przyszłość, chodź wiązały się one również z medycyną więc mogło to nie być ciekawe jak dla mojej rodziny.
-A co?
-Medycynę, a co by innego -zaśmiałam się
-To kocha cała nasza rodzina -dziadek posłał mi uśmiech -no przepraszam, nie całą -popatrzył z uśmiechem na mojego ojca
-Dziecko a jaka specjalizacja?
-Hohoho wychodzicie za bardzo w przyszłość -klasnęłam dłońmi
-Ale w stronę chirurga tak jak Twoja mama czy jak my -kardiolodzy? Może kardiochirurgia?
-Nie wiem, coś z chirurgią, ale dokładnie co to zobaczę na studiach, za dużo chcecie wiedzieć -wstałam od stołu -przepraszam ale jestem umówiona -pożegnałam się z rodziną i biegiem popędziłam do swojego pokoju. Ściągnęłam z siebie eleganckie ubrania i ubrałam mniej formalne /klik/. Wzięłam kluczyki do swojego czarnego Land Rovera i szybko wyjechałam z podjazdu do domu. Jechałam słuchając różnych piosenek które leciały w radiu i podśpiewując sobie niezbyt umiejętnie każdą z nich. Zaparkowałam samochód na kraju ulicy, stawiając go za białym Mercedesem. Zadzwoniłam domofonem i pchnęłam furtkę. Przeszłam ścieżką zrobioną z powtapianych kamieni. Weszłam po paru drewnianych schodkach i otworzyła mi drzwi Satiana.
-Hej -weszłam do domu gdzie rozbrzmiewała głośna muzyka
-Cześć Av, myślałam że nie przyjdziesz -weszłyśmy do wnętrza domu gdzie nasi znajomi pili drinki, albo co nie którzy poruszali się w rytm muzyki
-To jakiś nowy? -wskazałam na siedzącego tyłem chłopaka
-To ten przystojny chłopak, o którym Ci mówiłam. Zna się ze wszystkimi tutaj. -zrobiła mi mojito -proszę.
-Dzięki. Idę się z nim poznać -wzięłam łyk trunku i skierowałam się w stronę ciemnej kanapy.
wtorek, 11 marca 2014
Prolog
Jestem Avril. Avril Lavigne.
19 letnia dziewczyna, dobrze się ucząca.
Wysoka, blondynka, z różowym pasemkiem włosów.
Nikt prócz mojej paczki przyjaciół nie wie czym się zajmuję:
biegam z bronią w ręce i strzelam.
Moja matka jest lekarzem, a ojciec prawnikiem.
Mam dwie siostry,
Aleks ma 17 lat, Rosalie 15.
Na swojej drodze spotkam pewnego chłopaka.
Odmieni moje życie?
...
19 letnia dziewczyna, dobrze się ucząca.
Wysoka, blondynka, z różowym pasemkiem włosów.
Nikt prócz mojej paczki przyjaciół nie wie czym się zajmuję:
biegam z bronią w ręce i strzelam.
Moja matka jest lekarzem, a ojciec prawnikiem.
Mam dwie siostry,
Aleks ma 17 lat, Rosalie 15.
Na swojej drodze spotkam pewnego chłopaka.
Odmieni moje życie?
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Resurgere and Grinmir-stock